Gdzie jest kapitan ?! wrzesień 3, 2009
Posted by Grzegorz in 24 tygodnie.Tags: kapitan, moc, sekret
trackback

Serdecznie witam wszystkich po dłuższej nieobecności! Należy się wam wszystkim kilka słów wyjaśnienia z mojej strony. Ale najpierw zacznę od duch ważnych rzeczy. Po pierwsze dziękuję wszystkim którzy płyną jeszcze tym potężnym okrętem i nie wsiedli do szalupy ratunkowej którą ktoś zrzucił na wodę bez wiedzy kapitana. Oczywiście mieliście prawo odpłynąć w dowolne miejsce na ziemi lecz chwała wam i cześć, że zostaliście na pokładzie wypatrując kierunku w którym płynie łódź. Jeszcze raz wam za to dziękuję. Teraz wiem, że warto dla was prowadzić ten okręt dalej. A teraz druga sprawa którą chciałem poruszyć zanim wytłumaczę gdzie przez ten ostatni okres był kapitan. J Za parę dni mija rok od czasu rozpoczęcia mojej przygody z The Master Key System i pierwszych wpisów na tym blogu, nie mam jednak zamiaru rozpisywać się o tym ile osób wsiadło na ten okręt i płynęło razem zemną przez otchłanie oceanu. Wiem tylko jedno, że jeżeli pomogłem chociaż jednej osobie pisząc moje przemyślenia dotrzeć do prawdy to znaczy że warto było rozpocząć tą przygodę.
A teraz krótkie wyjaśnienie gdzie był kapitan przez ostatnie miesiące! Zacznę od początku. Zaczynając przygodę z Chaanelem poczułem się jak nowo narodzony jak człowiek który dostał ogromny prezent od losu zwany sekretem. Poczułem skrzydła które uniosły mnie nad ziemię i tak unoszę się do tej pory. Wiem, że człowiek nie ma żadnych ograniczeń poza jednym – własne myśli, tylko one mogą nas zatrzymać przed naszym szczęściem. Kurs Chaanela zakończyłem parę miesięcy temu. Dzięki niemu nauczyłem się wielu rzeczy poznałem na nowo jak zbudowany jest świat, nasze otoczenie, człowiek. I wiem jedno człowiek potrafi czynić cuda jeśli tylko chce i jeśli jest w stanie w nie uwierzyć. Dzień w dzień doznaję tego. Każdego dnia mam przykłady jak działa klucz do sekretu i to nie są już pojedyncze przykłady tylko systematyczne działanie sekretu. No tak, ktoś powie zaraz, poznał tajemnicę i znikną aby przypadkiem nie musieć dzielić się nim z innymi. Oczywiście zniknąłem z innego powodu, a raczej z kilku innych powodów. Po pierwsze Chaanel nauczył mnie pokory! Jak można interpretować słowa zawarte w The Master Key System jeśli samemu nie potrafiło się odnaleźć sensu tych słów. Krótko mówiąc niemożna być mistrzem dla innych jeśli nie odnalazło się swojego mistrza. Przeglądacie Internet więc wiecie dobrze, że wielu jest takich fałszywych proroków którzy doradzają jak interpretować SUK próbują nam wskazać drogę, a sami poszukują tej drogi. Niechciałem być kolejnym takim prorokiem.
Po drugie przestudiowałem SUK po raz kolejny i kolejny i czytam go dalej codziennie i każdego dnia odkrywam coś nowego. Skutkiem zagłębiania się w Chaanela jest zupełnie nowe spojrzenie na niektóre kwestie więc sami widzicie, że niektóre rozdziały zinterpretowałbym w obecnej chwili zupełnie inaczej. Więc stwierdziłem, że lepiej jest inspirować do czytania SUK niż sugerować drogę której wtedy jeszcze do końca nie znałem. Wydawało mi się, że tak będzie uczciwie – po pierwsze nie szkodzić.
Po trzecie każdy kto przeszedł cały kurs Chaanela zaczyna szukać odpowiedzi na wiele pytań na które nie znalazł odpowiedzi w SUK. I tak było i zemną. Rozpocząłem poszukiwania odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, a przede wszystkim zacząłem szukać mojego mistrza, kogoś kto zna odpowiedzi na moje pytania. Trochę to trwało ale było warto. Każdy ma takiego mistrza i musi go odnaleźć wcześniej czy później. Oczywiście lepiej wcześniej niż później. J
A teraz czas na małe podsumowanie. Zasze byłem na mostku kapitańskim, tylko wtedy jeszcze jako pierwszy oficer po kapitanie. To był okres kiedy potrzebowałem uczyć się od kapitana jak sterować tym okrętem, jak patrzyć tam gdzie wzrok nie sięga, jak wybrać jedynie słuszny kurs aby ominąć wszystkie góry lodowe i huragany a zarazem nie wpłynąć na mieliznę. Nauka trochę trwała ale było warto. Zawsze musisz pamiętać, że jak wejdziesz na mostek kapitański aby sterować tą łodzią to musisz mieć wiedzę i umiejętności aby nią zarządzać inaczej będziesz tylko narażony na niebezpieczeństwa czyhające na morzu.
Tak więc co dalej? Powiem wam co ja zrobię. Popłynę dalej swoim okrętem w kierunku z góry wybranym ku szczęśliwości. Co jakiś czas zacumuję do portu aby zabrać wszystkich chętnych na podróż w nieznane aby odkrywać nowe lądy. Dla Ciebie znajdzie się zawsze wolne miejsce w wygodnej kabinie z widokiem na to co jest niewidoczne. Decyzja należy tylko do Ciebie czy popłyniesz!
Jeszcze raz wszystkich was przeprasza za okres milczenia i osamotnienia.
Witam!
Jeszcze przed chwilą nadałem komunikat – mayday, mayday, mayday! – i zupełnie niepotrzebnie(!)
Po prostu będąc, a to w maszynowni, a to w kabinie nie zauważyłem kapitana na mostku, a skoro już jest – powrócił – mocno trzyma koło sterowe w rękach to – “cała naprzód” !!
-Kapitanie! – okrętu nie opuściłem choć był w niebezpieczeństwie, i dryfował; o reszcie załogi niestety nic nie wiem – zresztą niech każdy wypowie się sam za siebie(!)
Nikt nie lubi “przebierańców” nikt nie lubi fałszywych proroków, którzy głoszą świadectwo, którzy mówią o Prawdzie, którzy mówią o właściwej drodze, a w rezultacie – drogi tej nie znają(!)
Zatem – kapitanie – jeśli twoja nieobecność podyktowana była wyższą koniecznością; a tak to pojmuję to, rozumiemy się bez słów, i wszystko jest OK.
Rozumiem, że studiowanie SUK to, nie spacerek nad morzem w letni pogodny dzień to, na pewno nie bułka z masłem; i to powinien wiedzieć każdy poszukiwacz Prawdy; powinien wiedzieć i zdawać sobie z tego sprawę, że wiele przed nim pracy i wysiłku.
Tak więc – jeśli załoga niebawem zbierze się, i zamustruje na okręcie to, będziemy uważnie, i z zapamiętaniem słuchać mistrza, co z pewnością wyjdzie uczniom wyjdzie na dobre; czego wszystkim uczestnikom, i sobie życzę.
Moc jest w nas!
Pozdrawiam.
Dziękuję Ryszardzie za szereg miłych słów i za to, że jesteś. Na statku jest jeszcze wielu marynarzy i mam nadzieję, że się odezwą w trakcie rejsu. Mam tylko jedną prośbę! Mogę być kapitanem, ale nie mistrzem i proszę nie szukajcie we mnie mistrza raczej przyjaciela w drodze. Mam nadzieję, że przyjdzie jeszcze taki czas i miejsce, aby napisać o prawdziwym mistrzu za którym warto podążać.
My jesteśmy mocą!
Pozdrawiam
Witam!
Witam kapitanie! Bez urazy – użyłem słowa mistrz machinalnie – zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, co przedstawia, i jakie ma wielkie znaczenie.
W tym rejsie bardziej potrzebny kapitan, i bratnia dusza.
Mam nadzieję, że wkrótce reszta załogi się odezwie, i razem będziemy kontynuować ten jakże wspaniale zapowiadający się rejs; rejs przebudzenia z hipnozy; podróż nie w nieznane lecz do Prawdy; rejs ku lepszemu jutru; podróż do wolności i pokoju. Zatem chętnych nie powinno zabraknąć, a tworząc zgraną załogę bez większych problemów powinniśmy dopłynąć do portu przeznaczenia.
My jesteśmy mocą!
Pozdrawiam.
witam !
i jestem gotowa do rejsu.wiem,ze czeka nas ciezka praca,ale wierze ze nagroda bedzie slodka i delikatna jak nektar. my jestesmy moca ! pozdrawiam.
Witam Krys!
Bardzo się cieszę, że jesteś.
Serdecznie pozdrawiam!
no wreszcie!!!! Witamy na pokładzie
)) i czekamy na kolejne sugestie i podpowiedzi oraz inspiracje.Kazdy sam musi znalezc odpowiedzi to fakt ale przeciez niczego nie narzucałes interpretujac kolejne rozdziały. Mnie te wywody pomogły, chociaz o tyle ze wiedziałam jak sie do tego zabrac choc czasem moje przemyslenia były zupełnie inne.Teraz prosze o kolejne rozdziały i KONIECZNIE opis nowych wrazen, konkluzji, doswiadczeń…..
pozdrawiam
Aneta